Tini i Mariana, jej mama
Tini była bardzo zabawnym dzieckiem. Nie można się było z nią nudzić.
Chodziła po całym domu, tańcząc, podkradała mi ubrania, kosmetyki,
buty i stroiła się w nie godzinami przed lustrem, wymyślając, za kogo się
przebierze, albo też udawała piosenkarkę.
Nic a nic nie podobały jej się lalki ani typowe zabawki. Tworzyła sobie
własny świat: była w nim sprzedawczynią, nauczycielką albo wizażystką.
Ciągle zwracała na siebie uwagę, dzięki zdolnościom artystycznym.
Gdzie tylko była, chciała śpiewać, tańczyć i recytować.
Pamiętam szkolną akademię w szkole San Marcos, gdzie grała prostą
dziewczynę sprzedającą rogaliki. Po chwili ona i jej koleżanki prezen-
towały choreografię do Patito Feo. Na samym końcu występu Tini po-
zdrawiała widownię jak gwiazda przedstawienia! Rodzice umierali ze
śmiechu i nic nie rozumieli, a ja nie wiedziałam, gdzie się schować.
Córka uwielbiała chodzić do szkoły, aby spędzać czas z przyjaciółkami
i się bawić. Chociaż nie była najpilniejszą uczennicą, to jednak potrafiła
się przyłożyć do nauki i dostawała promocję za wkładany w naukę wy-
siłek.
Ulubioną częścią dnia Tini w szkole było południe: przynosiłam jej świe-
żo gotowane jedzenie, a ona zadowolona jadła obiad z koleżankami.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz