niedziela, 17 lipca 2016

Po Prostu Tini: Rozdział 1. (cz. 7.).

Szkoła i ja
http://cs424829.vk.me/v424829556/1aa6/naLbezJnkMU.jpg 
O ile w przedszkolu bawiłam się naprawdę świetnie, o tyle
nie mogę powiedzieć tego samego o podstawówce i gimnazjum. Szkoła nie
podobała mi się zbytnio. Uczyłam się dużo, ale mimo wysiłków nie szło mi
za dobrze. Najtrudniejsze były dla mnie zajęcia z rozumieniem tekstu i ma-
tematyka. Byłam najmłodsza w mojej grupie i było to widać. Wydawa-
ło się, że brakuje mi dojrzałości. Ale dawałam sobie radę. Na koniec roku
i tak przechodziłam do następnej klasy - za włożony
w naukę wysiłek. Oczywiście zdawałam sobie sprawę, że szkoła i na-
uka nie przychodzą mi łatwo.
  Mam koleżanki, które są bardzo inteligentne i marzą o tym, aby stu-
diować, ja jednak nie miałam wielkiego zamiłowania do matematyki ani do
książek.Według rodziców moje zdolności miały się objawić na innym polu.
I rzeczywiście tak się stało: wcześniej było dla mnie czymś niemożliwym
nauczenie się tekstu na pamięć na lekcje, a teraz dostaję cały sce-
nariusz, czytam jeden raz i od razu zapamiętuję
wszystko. Tak samo się dzieje, gdy słyszę jakąś melodię w radiu i po-
tem od razu umiem ją powtórzyć. Tak właśnie jest z rzeczami, które
kocham!

  W szkole byłam zbuntowana. Wydawało mi się (jak wszystkim
dzieciom), że czasem nauczyciele chcieli mieć nad nami władzę, a kiedy
coś mi nie odpowiadało, musiałam powiedzieć to, co myślałam. Czasem
mnie karano, byłam wysyłana do dyrektora, zwykle dlatego, że niekiedy nie
mogłam się powstrzymać i wybuchałam śmiechem z byle powodu. Byłam
jednak dobrze wychowana, zawsze mówiłam z szacunkiem. Koniec koń-
ców miałam jednak charakterek. Mama mówiła, że nasza klasa zawsze ,,źle
się zachowywała''. Wszyscy. Prawda jest taka, że potrafiliśmy namieszać.
  Najgorsza rzecz, jaką zrobiliśmy, to było położenie plasteliny na krześle
jednej z nauczycielek. Wyobraźcie sobie, jak na nim usiadła i biedna pewnie
zorientowała się, co się stało, dopiero gdy wróciła do domu i zdjęła spodnie. 
Ale wiecie co, dziewczyny: tego nie wolno robić. Była to tylko psota,
ale jednak zła.
  W szkole obowiązywały surowe zasady, trzeba było chodzić z upiętymi
włosami, w podkolanówkach i w mundurku po kolana. Tymczasem ja na
przykład lubiłam mieć rozpuszczone włosy.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz